A mądrości naszarpał w kieszenie
Przeczterdziesta i jeden plus
Siedzę w moim skromnym pokoju, tak zasadniczo są dwa. Plus sekcja boiler i kibel. Boiler nowy, zdrowy, ale niegramotnie nie chce współpracować z timerem. Tak jak i właściciel. Pan timer? A no co i po co to.
Wyjdę na korytarz, odgarnę ze skroni pierwszy siwy włos, świeżo barwiony, czy to wspomnieniem, czy to potrzebą nagłą (dwóch fryzjerów na przełomie dwóch dni, limit wyczerpany na kolejne 20 lat), tę kliwą, co się czasem z niepotrzebnym lękiem miesza.
Która to już... Przeczterdziesta? A jakże. Przeczterdziesta i jeden plus.
Po tylu latach co by tu rzec. Kto miał odejść, odszedł. Kto miał zostać, nawet przybył, dotarł, przybrnął, przymarzł w półtrwaniu czasem i tak został. W ramki i na ścianę, certyfikat dać, stworzyć folder na Google, przecież za subskrypcję tyle się płaci co miesiąc...
Tysiące zdjęć, tysiące, miliony... Tylko kto i kiedy ma czas to przeglądać. Te miejsca, zalety, uczucia, emocje, filigrany, broszki, parapety i krawędzie. To wszystko, taka ja, takie moje i nienazwane.
Na pewno jedno się nie zmieniło — mój zegarek. Taki złoty, taki wieczny, tylko co jakiś czas wymienić baterię i hop do przodu.
A nie, sorry... Po drodze miałam co jedno prze-wydarzenie, pożar kaloryfera rok temu w listopadzie, dokładnie na miesiąc przed świętami. A potem na gramy pączki i pęczki innych wydarzeń, tylko kto by to zliczył i rachował. Składać na kupki i posag dzielić.
Co się zmieniło od naszego pierwszego posta w 2014? A bardzo dużo.
Zmieniło się, rzecz biorąc, kilkanaście skromnych kilo. Przybyło mi tak chyba... przybyło mi też ponad 70 kilo chłopa i do kolekcji tak jeszcze jedno dziecię płci żeńskiej, w wieku zaraz 8, urody nieprzeciętnej, pyskówek niezliczonych, z poziomem wrażliwości ponad świat, w kosmos i galaktykę centralną...
Czyli czysta matka.
Kreatywności tu nie brak. Przybyło mi również zaćmienie słońca i umysłu, rewolucja mentalna przeminęła z wiatrem. Na stole rozkosznie Menopace mruga do mnie zalotnie, lawenda w kubku w szalone kwiatki blue wiruje radośnie. Dwa sznury lampek na ścianie, do kompletu praca zdalna na pół etatu i realizacja marzeń...
A tak, nie spać, zwiedzać!
Tak bardzo zawsze chciałam. Kilka Hiszpanii w plecy, Turcja, Anglia, Portugalia też się nadarzywszy, nadarzyn... Ten rok zaczęłam w Porto, a skończę w Polsce, po 6 latach. Chcę przetrzeć szlaki na nowo. Złapać młodą za łapkę i drżącym palcem pokazać: patrz, to tu... a to tam... i znowu to tu.
Jestem, żyję, doświadczam.
Być, oddychać i czuć. Nie znieczulać, bez pryzmatów, przekłamań i wypaczeń.
A jak coś, to walić w mordę.
Do następnego świecie.

Komentarze
Prześlij komentarz